ADVERTISEMENTS

Arsenal wygrał pierwszy półfinał Ligi Mistrzyń z Lyonem

Czy naprawdę nadszedł czas rewanżu dla Lyonu? W poprzednim sezonie mistrzynie Francji wygrały na stadionie Arsenalu w pierwszym meczu półfinałowym Ligi Mistrzów, by w rewanżu u siebie kompletnie się pogubić. Ten sam układ, to samo miejsce w tym sezonie – czy wynik będzie taki sam?

Obie drużyny znają się doskonale i wyraźnie się obawiają. Początek spotkania był bardzo ostrożny, żadna ze stron nie chciała się odsłonić. Arsenal utrzymywał się przy piłce, ale niewiele z tego wynikało, próbując jedynie zaskoczyć przy stałych fragmentach gry. Lyon cierpliwie czekał na swoją szansę i ta nadeszła szybko: Jule Brand ruszyła na obronę, zbyt łatwo minęła dwie Angielki i precyzyjnym strzałem pokonała Daphne van Domselaar, otwierając wynik i uciszając Emirates Stadium (19. minuta).

Mając przewagę, Lyon uspokoił grę, narzucił swój styl i całkowicie zneutralizował rozczarowujące gospodynie. Poza groźnym strzałem głową Caitlin Foord, który mógł zakończyć się golem, Arsenal nie potrafił poważnie zagrozić bramce Lyonu. Do przerwy Lyon oddał tylko jeden strzał, ale to wystarczyło, by prowadzić 1:0.

Dzień prezentów na Emirates

Po przerwie Arsenal wrócił na boisko z dużo lepszym nastawieniem. Szybko przełożyło się to na sytuacje, gdy Wendie Renard sfaulowała Kim Little w polu karnym. Karny? Po analizie VAR sędzia nie wskazała na jedenastkę, ale sytuacja była bardzo kontrowersyjna. Chwilę później Christiane Endler musiała popisać się świetną interwencją po strzale Olivii Smith. Jednak przy rzucie wolnym tej samej Smith bramkarka popełniła fatalny błąd, wypuściła piłkę z rąk i mimo rozpaczliwej próby Ingrid Engen, piłka wpadła do siatki.

To ożywiło spotkanie. Lyon szybko przeniósł grę pod bramkę rywalek, a Kadidiatou Diani po podaniu na wolne pole trafiła w poprzeczkę. Chwilę później Lyon sam sprokurował groźną sytuację po niepotrzebnej stracie, bez konsekwencji, ale mecz wyraźnie nabrał nerwowego charakteru.

Decydujący cios padł po katastrofalnym błędzie. Znów duet pechowy Lyonu – Ingrid Engen i Christiane Endler – pokazał, jak nie należy rozgrywać piłki do tyłu, a ich nieporozumienie podarowało Olivii Smith łatwego gola i prawdopodobnie zwycięstwo.

Lyon był na deskach, a Endler omal nie dała się zaskoczyć po niegroźnym dośrodkowaniu Foord. Przegrana 2:1 nie przekreśla jeszcze szans, ale styl pozostawia wiele do życzenia. Lyon miał zwycięstwo na wyciągnięcie ręki, lecz wszystko zaprzepaścił. W rewanżu musi zagrać zdecydowanie lepiej, jeśli chce wrócić do finału Ligi Mistrzów.

Wellicht ook interessant voor u