ADVERTISEMENTS

Co za dramaturgia! Nawet świetny bramkarz nie uratował ŁKS-u w karnych, Chrobry w finale

W popołudniowym słońcu rozpoczął się pierwszy z półfinałowych baraży do Ekstraklasy. Chrobry rozpoczął z intensywnością, jakiej spodziewalibyśmy się od zespołu z miejsca tuż za podium. Przez kwadrans ŁKS Łódź nie był w stanie na dłużej oddalić zagrożenia z własnej tercji i miał sporo szczęścia, że nic nie wpadło.

Po prawdzie problem z precyzją mieli też gospodarze. Choć uwijali się jak rój pomarańczowo-czarnych pszczół, to tylko jedna próba z dystansu zmusiła Łukasza Bombę do interwencji. Łodzianie byli jednak na tyle bezradni, że już w drugim kwadransie spotkania sięgnęli po – bardzo słabo odegraną – „kontuzję bramkarza” dla przegrupowania.

ŁKS pierwszy raz postraszył pod bramką miejscowych po 35 minutach gry. Wtedy przypadkowa strata pozwoliła wypuścić Norlina, który z lewej uderzył tylko w dobrze osłaniającego słupek Dawida Arndta. Przed przerwą ostatnie słowo powinni byli mieć miejscowi, gdy Mazur doszedł do piłki sam na sam, uderzając ją niecelnie.

Strzelanie dopiero po przerwie

Chrobry miał czego żałować, bo po zmianie stron ŁKS wrócił z nową energią i nie było mowy o oddawaniu pola. Gdy wybiła godzina, Rycerze Wiosny mieli całą serię rzutów rożnych. Do ostatniego wyskoczył za nisko Fabian Piasecki i… całe szczęście, bo za nim dobrze piłkę uderzył Arasa, który dał prowadzenie uderzeniem spod bliższego słupka.

Odpowiedź Chrobrego powinna zająć raptem trzy minuty, bo Ibe-Torti spod linii końcowej wycofał do Laskowskiego, który prawie z wapna uderzył naprawdę dobrze. Jeszcze lepiej bronił jednak Bomba, a dobitka śmignęła nad bramką.

Na kwadrans przed końcem Sebastian Strózik zaimponował indywidualnie, schodząc z piłką z prawej flanki pod pole karne. Położył obrońcę i uderzył jadowicie, znów zatrzymany przez Bombę. Chyba tylko strzał w okienko mógłby bramkarza ŁKS-u pokonać i dokładnie po tę broń sięgnął w 78. minucie Kacper Laskowski. Z minimalną pomocą rykoszetu strzał ze skraju pola karnego wsunął się poza zasięgiem golkipera.

Bomba wytrzymał dogrywkę, poległ w karnych

Uciekający czas nieuchronnie przybliżał oba zespoły do dogrywki. Bliżej uniknięcia jej byli Łodzianie, gdy Mateusz Lewandowski w doliczonym czasie uderzał wprost w ręce bramkarza, a Koki Hinokio stracił zimną krew moment później. W doliczone pół godziny Chrobry wszedł świetnie bitym rzutem rożnym, po którym Kozajda piłkę głową skierował blisko słupka.

Na równie dobrą okazję ŁKS-u musieliśmy czekać do doliczonego czasu pierwszej części dogrywki. Wtedy rajd Krykuna prawą stroną skończył się nieudaną próbą przecięcia przez Lewandowskiego. Gdy obie drużyny wróciły do gry - przy rosnącym zmęczeniu - gola na wagę zwycięstwa powinien mieć na koncie Jakub Gric. I miałby, gdyby jego świetnej główki po kornerze nie wybił jakimś cudem Bomba!

Bomba utrzymał ŁKS w grze do końca 120 minut i fani gości głośnym skandowaniem jego imienia chcieli zagrzać go do utrzymania skuteczności w karnych. Chyba się udało - Radosław Bąk uderzył słabo i Bomba wybił przed bramkę, za to Lewandowski pewnie wybrał przeciwny róg niż Arendt.

Gdy Myrosław Mazur uderzał, Bomba miał piłkę na rękach, ale wysoki strzał był za silny i zbyt precyzyjny. Sebastian Rudol też był za dobry dla Arndta, a nadzieje miejscowych przedłużył Janczukowicz. Pingot wybrał okienko, Ozimek nie pozostał dłużny, ale po strzale Falowskiego to wciąż ŁKS miał przewagę.

Gric wytrzymał presję na 4:4 i opłaciło się, bo Serhij Krykun obił poprzeczkę! Nadzieje Chrobrego odżyły i Jakub Lis pokonał Bombę, za to Wojciechowski nie zdołał pokonać Arndta! Stadion oszalał z radości

Вам также может понравиться