ADVERTISEMENTS

Wolves polegli z Leeds i są niemal pewni spadku. Bournemouth zwycięża w Newcastle

Leeds - Wolves 3:0

Leeds przystąpiło do meczu pewne siebie po historycznym ligowym zwycięstwie na Old Trafford i od pierwszych minut było jasne, że chcą jak najszybciej osiągnąć magiczną granicę 40 punktów. Już w 18. minucie gospodarze objęli prowadzenie, a Wolves po raz kolejny pokazali słabości, które doprowadziły ich na skraj spadku.

Przyjezdni nie zdołali odbić piłki z rzutu rożnego i po krótkim zamieszaniu, gdy próba Noaha Okafora została zablokowana, piłka odbiła się do Jamesa Justina, który akrobatycznie wykończył akcję "nożycami".

Przyjezdni nie zdążyli nawet dojść do siebie, a "Whites" już dwie minuty później dołożyli drugiego gola. Szybką akcję prawą stroną przeprowadził Brenden Aaronson, który posłał centrę na dalszy słupek, gdzie czaił się Okafor. Dopiero później goście zdołali się nieco uspokoić i stworzyć kilka obiecujących szans, ale to gospodarze mieli wyraźną przewagę w pierwszej połowie.

Mimo to Krejci mógł przywrócić Wolves do gry, ale po rzucie rożnym główkował prosto w rękawice Karla Darlowa. Czeski stoper został następnie zmuszony do zmiany, gdy został popchnięty przez przeciwnika - trzymał się wtedy za szyję. Piłkarze Leeds oszczędzali już siły na drugą połowę, gdyż w przyszły weekend czeka ich decydujący półfinał Pucharu Anglii.

Kibice na wyjeździe cieszyli się krótko, gdy Adam Armstrong w 83. minucie przelobował Darlowa, by zmniejszyć zaległości, ale ich radość zepsuła chorągiewka sędziego liniowego. Najlepszą okazję dla Leeds miał Pascal Struijk strzelił minimalnie obok bramki. Gospodarze dołożyli decydujące zagranie pod koniec meczu, gdy Hugo Bueno faulował Dominica Calverta-Lewina w polu. karnym, a ten nie dał szans Danielowi Bentleyowi z jedenastki.

Wolves nie wygrali tym razem na boisku rywala i jeśli Tottenham pokona Brighton, ich spadek do drugiej ligi będzie definitywny. Z kolei Leeds świętuje piątą wygraną z rzędu z Wolverhampton i jest w świetnej formie przed arcyważnym starciem z Chelsea na Wembley.

Newcastle - Bournemouth 1:2

Gospodarze Newcastle musieli radzić sobie bez kontuzjowanego najlepszego strzelca Anthony'ego Gordona, ale mimo to zaczęli aktywnie, a Harvey Barnes nieznacznie chybił w pierwszych minutach. Goście szybko jednak podkręcili tempo, atakując wysoko i to właśnie ten pressing pozwolił im otworzyć wynik w 32. minucie.

Rayan przedarł się za linię obrony i precyzyjnym podaniem znalazł Marcusa Taverniera, który z bliskiej odległości trafił do siatki. Niedługo później Bournemouth mogło dołożyć drugiego gola, gdy Alex Scott znalazł Evanilsona podaniem zwrotnym, ale ten nie trafił idealnie w piłkę i zmarnował klarowną okazję.

Kibice gospodarzy dali wyraz swojemu niezadowoleniu i chociaż Newcastle było bliskie wyrównania po tym, jak rajd Scotta został zatrzymany przez bramkarza Djordje Petrovica, to do szatni zeszli przy dźwiękach gwizdków z trybun.

Początek drugiej połowy przyniósł wyrównany futbol bez bramek, ale powrót kapitana Bruno Guimaraesa po dwumiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją dał drużynie gospodarzy impuls. Newcastle wyrównało w 68. minucie, gdy William Osula wykorzystał akcję Evanilsona, przedostał się za linię obrony Bournemouth, minął Marcosa Senesiego i z łatwością wykończył akcję.

Na pięć minut przed końcem Bournemouth uderzyło ponownie. Tavernier posłał dośrodkowanie w pole karne, Evanilson strącił piłkę w ciasnej strefie, a Truffert z bliskiej odległości strzelił swojego pierwszego gola w barwach "The Cherries". Newcastle przegrał u siebie po raz piąty w sześciu ostatnich meczach ligowych, a w siedmiu ostatnich spotkaniach zanotował jedno zwycięstwo, jeden remis i pięć porażek.

"Sroki" zajmują 14. miejsce w tabeli, a ich europejskie ambicje się oddalają, podczas gdy Bournemouth awansowało na ósmą pozycję.

Вам также может понравиться