ADVERTISEMENTS

Trrzy rzuty karne i dwa gole - pierwszy półfinał Atletico i Arsenalu na remis

Po bezbłędnym przejściu fazy ligowej Arsenal przyjechał do Madrytu jako ostatnia niepokonana drużyna w Lidze Mistrzów. Tyle że w fazę półfinału Londyńczycy weszli w trudnym położeniu – stracili dominującą pozycję w Premier League, stracili pewność w grze, a do tego również Kaia Havertza w miniony weekend.

Sprawdź szczegóły meczu Atletico – Arsenal

Arsenal nie pokazał wiele, a objął prowadzenie

Mało kto spodziewał się, że to Atletico będzie ostatnią hiszpańską ekipą w rozgrywkach i gospodarze podeszli do meczu jako szansy na uratowanie sezonu, który w lidze im nie wyszedł. Wysoka intensywność od pierwszych minut spotkała się ze skomasowaną i zdyscyplinowaną obroną Arsenalu.

Goście byli przygotowani i po przetrwaniu pięciu minut wyprowadzili atak, w którym Madueke świetnie utrzymał piłkę, przerzucił na drugi słupek, a tam brakło tylko finalizacji. Madrytczycy dopiero w 14. minucie odpowiedzieli uderzeniem Juliana Alvareza zza pola karnego. Choć Raya był częściowo zasłonięty, jego parada była świetna, a już minutę później przedarł się Gyokeres, którego wysiłki spełzły na niczym – oddał piłkę do Odegaarda na środku, który został zablokowany.

Takich wymian ciosów było niewiele, obaj trenerzy wyraźnie uczulili piłkarzy, by przede wszystkim nie stracić gola. Kanonierzy doczekali się salwy Madueke w 30. minucie, tyle że z ponad 20 metrów nie „dokręcił” piłki do dalszego słupka. Choć to Atleti wkładali więcej wysiłku w ofensywę, to Arsenal otrzymał wymarzoną okazję tuż przed przerwą. David Hancko popchnął Gyokeresa przed bramką i Szwed ułożył piłkę na wapnie, by omal nie rozerwać siatki w 44. minucie!

Po przerwie drugi i trzeci (anulowany) karny

Druga połowa zaczęła się od groźnie wyglądającego, ale niecelnego strzału Juliana z wolnego w boczną siatkę. Gospodarze wydawali się o włos od gola w 53. minucie, gdy Alvarez wypuścił Lookmana, który huknął w ręce bramkarza. Dobitkę wziął na ciało Gabriel, ale po dwóch rożnych Llorente obił dłoń Bena White’a i Colchoneros też otrzymali karnego. Alvarez kropnął w lewo, a Raya nie ruszył do strzału.

Zawodnicy Artety kompletnie nie mogli opanować sytuacji po straconym golu i 10 minut później byli o parę centymetrów od kolejnego ciosu. W 63. minucie zakotłowało się pod bramką Rai, gdzie Antoine Griezmann przymierzył prawie idealnie: piłka od poprzeczki wróciła na boisko, a dobitka nie dała szczęścia.

Inicjatywę mieli wyłącznie gospodarze, którzy otrzymali wymarzoną okazję do objęcia prowadzenia w 74. minucie. Ademola Lookman świetnie utrzymał się przy piłce mimo wślizgu rywala w polu karnym, lecz piłkę posłał wprost w Rayę, który zdołał zgasić próbę.

W myśl znanego porzekadła o niewykorzystanych okazjach Arsenal ponownie złapał oddech w nieoczekiwanych okolicznościach. W 78. minucie Hancko – już drugi raz – sprokurował rzut karny, depcząc stopę zmiennika Eberechiego Eze. Tym razem los okazał się dla Słowaka łaskawszy, Danny Makkelie po wizycie przy ekranie odwołał decyzję.

W ostatnich minutach do głosu ponownie doszli Londyńczycy, tyle że karny z pierwszej połowy pozostawał ich jedynym faktycznie groźnym uderzeniem. W doliczonym czasie miejscowym radość mógł dać Nahuel Molina po dograniu Hancko, ale rakietowe uderzenie skierował tuż nad poprzeczką.

Outras notícias