ADVERTISEMENTS

Zamiast wielkiego Widzewa jest wielka mobilizacja. Kibice w gotowości przed walką o byt

Sezon 2025/26 to dla Widzewa okres wielkich zmian: gigantycznych inwestycji i rekordowych transferów. Społeczność wokół klubu niezmiennie jest imponująca, ale o samej drużynie trudno dziś powiedzieć "wielki Widzew".

Jeszcze półtora miesiąca temu właściciel Robert Dobrzycki przekonywał w telewizji, że w Widzewie "nikt nie zajmuje się walką o utrzymanie". Dziś muszą się nią zajmować wszyscy i kibice dali przykład, jak podejść do sytuacji z należną powagą.

Po remisie 1:1 z Rakowem grupa Ultras Widzew opublikowała apel o mobilizację do wszystkich fanów przed sobotnim meczem z Bruk-Bet Termalicą Nieciecza. "W sobotę widzimy się na całym stadionie 40 minut przed pierwszym gwizdkiem! Doping zaczynamy już na rozgrzewce piłkarzy, robimy ogień" – czytamy w apelu, który opublikowały też oficjalne klubowe media Widzewa.

To słuszne podejście, Widzew w sobotę zagra o przetrwanie. Każdy wynik inny niż wygrana nad beniaminkiem będzie katastrofą w obliczu rozstrzygnięć ostatnich tygodni. Łodzianie są dziś jedynym klubem w strefie spadkowej Ekstraklasy, który nie wygrał z nikim dłużej niż miesiąc.

Po wtorkowej wygranej Arki z Zagłębiem RTS ponownie spadł na przedostatnie miejsce w tabeli. Nawet w przypadku pokonania Niecieczy niemal na pewno pozostanie pod kreską. Według symulacji znanego matematyka i miłośnika Ekstraklasy Piotra Klimka prawdopodobieństwo spadku Widzewa wynosi dziś prawie 61 procent, znacznie więcej niż w przypadku Arki.

 

Czy faktycznie w Łodzi jest tak źle?

Z jednej strony od debiutu Aleksandara Vukovicia Widzew nie przegrał żadnego meczu. Z drugiej – w czterech meczach pod wodzą "Vuko" uciułał tylko sześć punktów. Przy bezprecedensowo ciasnej tabeli optymiści mogą wciąż wyobrażać sobie walkę o europejskie puchary – to tylko 11 punktów dystansu przy 21 do zdobycia.

To jakieś 0,1 proc. szans. Było więcej, ale kolejki mijają, a Widzew wciąż żeruje w strefie dennej. Co więcej, w ciągu ostatnich 270 minut na boisku zdobył zaledwie jedną bramkę. Nieciecza strzeliła pięć. Sezon wciąż jest do uratowania, ale czasu na ratunek będzie tylko ubywać. Zostało siedem kolejek, jesteśmy dosłownie w trakcie finałowego odliczania.

Łodzianie muszą ruszyć z miejsca, bo nawet po potencjalnym opuszczeniu strefy spadkowej każdy mecz będzie małym finałem. Dziś aż sześć klubów powyżej pozycji spadkowych ma jedynie trzy punkty przewagi. By znaleźć klub z buforem więcej niż sześciu oczek trzeba zaglądać do ścisłej czołówki, poczynając od Zagłębia Lubin.

Z punktu widzenia neutralnego obserwatora to zwiastuje wyjątkowo ekscytujący finał sezonu. Nikt nie może być pewny tytułu czy gry w pucharach, skoro teoretycznie nawet mistrz kraju i aktualny lider może jeszcze zostać zdegradowany. Dlatego na pytanie "czy faktycznie w Łodzi jest tak źle" odpowiedzieć należy dopiero w sobotę w okolicach 16:45, po ostatnim gwizdku. Kibice zrobią swoje, reszta jest w nogach piłkarzy.

Outras notícias