ADVERTISEMENTS

Robert Lewandowski zostawia po sobie ślad, który zostanie w historii Barcelony

Było tak, jakby Polska umówiła się na spotkanie w Barcelonie. Ostatni mecz sezonu na Camp Nou z Betisem - już bez żadnej stawki sportowej - był przede wszystkim okazją do pożegnania Roberta Lewandowskiego przed własną publicznością.

Koszulki z numerem dziewięć i biało-czerwone flagi pojawiły się na stadionowych korytarzach, a nawet godzinę po ostatnim gwizdku najwierniejsi fani "Bobka" skandowali imię swojego idola. 

W niedzielę Lewandowski nie dołożył do swojego dorobku 120. gola w barwach Blaugrany. Ostatecznie nie miało to jednak większego znaczenia, bo najważniejsze było coś innego. Przyszedł cztery lata temu, gdy Barça była na dnie, pogrążona w długach.

Polak stał się fundamentem odrodzenia, którego pragnął Joan Laporta. Trafił do klubu w ruinie i to właśnie on miał wnieść doświadczenie oraz przywództwo do młodej drużyny, która musiała odbudować klub pogrążony w kryzysie finansowym.

Podczas oficjalnej prezentacji prezydent klubu nie krył emocji i podziękował agentowi napastnika, Piniemu Zahaviemu, głośnym "thank you brother". Wzbudziło to śmiech na sali, ale Laporta wiedział, że właśnie wtedy zaczyna się jego druga era w Barcelonie.

Po całej karierze spędzonej w Zagłębiu Ruhry i Bawarii, Lewandowski wraz z żoną zapragnęli słońca i miejsca, gdzie rodzina będzie mogła się rozwijać. Barcelona spełniała wszystkie oczekiwania. Już w pierwszym sezonie sięgnął po tytuł króla strzelców i zdobył siedem trofeów, w tym trzy mistrzostwa Hiszpanii w cztery lata. 

Choć ten finałowy sezon był trudny, zwłaszcza ostatnie cztery miesiące, Lewandowski i tak strzelił 13 goli w LaLiga, z czego 12 z gry. Jego główka przeciwko Osasunie na El Sadar praktycznie przypieczętowała tytuł na początku miesiąca. Stał się jokerem i choć trochę spuścił z tonu, to nie można zapominać, że w sezonie 2024/25 zdobył aż 42 gole w 52 meczach we wszystkich rozgrywkach, mając ponad 36 lat

Gdy schodził z boiska w 85. minucie, nie tylko kibice, ale i wielu dziennikarzy miało łzy w oczach, wzruszonych prostym pożegnaniem Polaka. Podczas fety na Rúa, w towarzystwie niezrównanego Wojciecha Szczęsnego, Lewandowski został zauważony z flagą niepodległościową. Nie wszystkim się to spodobało, ale w pewien sposób podkreśliło to jego przywiązanie do Katalonii. 

Lewandowski, będąc u szczytu sławy, spełnił oczekiwania, a nawet je przerósł, choć nie udało się wygrać Ligi Mistrzów. Jego czas w Barcelonie zapisze się jako jeden z najważniejszych w najnowszej historii klubu – nie tylko dzięki statystykom, ale przede wszystkim przez wpływ, jaki wywarł w trudnym momencie, gdy klub zdołał wyprzedzić Real Madryt, choć wydawał się być na dnie. 

Outras notícias