Udinese – Torino FC 2:0
Torino, które w poprzedniej kolejce zdołało odrobić dwubramkową stratę i zremisować z liderem tabeli Interem, rozpoczęło spotkanie bardzo pewnie. Giovanni Simeone znalazł się sam na sam z bramkarzem, ale Maduka Okoye obronił jego strzał. Gospodarze jednak nie dali się wybić z rytmu i przejęli kontrolę nad meczem.
Oumar Solet najpierw główkował niecelnie, a następnie z powodu spalonego nie został uznany gol Nicolo Zaniolo, choć pomocnik dobił piłkę z bliska po tym, jak Adam Buksa trafił w słupek. Zespół Kosty Runjaicia kontynuował ofensywę, a płaski strzał Zaniolo przeleciał minimalnie obok bramki po rykoszecie od Saula Coco. Nacisk gospodarzy przyniósł efekt tuż przed przerwą.
Kingsley Ehizibue po świetnej akcji Jurgena Ekkelenkampa znalazł się w odpowiednim miejscu i z bliska skierował piłkę do siatki. Udinese, które walczy o pierwsze miejsce w górnej połowie tabeli od sezonu 2012/13, utrzymało dobrą grę także na początku drugiej połowy.
W 51. minucie przewagę gospodarzy podwyższył Thomas Kristensen, który po dośrodkowaniu Lennona Millera głową umieścił piłkę przy dalszym słupku. Gospodarze mogli jeszcze powiększyć prowadzenie, ale Buksa i Ekkelenkamp w ostatnich 25 minutach nie wykorzystali swoich szans w polu karnym, gdyż gości uratował bramkarz Alberto Paleari.
Torino przy niekorzystnym wyniku próbowało odpowiedzieć, ale główka rezerwowego Matteo Pratiego była jedynym poważniejszym zagrożeniem, jakie podopieczni Roberta D’Aversy stworzyli w końcówce. Udinese spokojnie kontrolowało końcówkę meczu i zasłużenie sięgnęło po trzy punkty, co było dopiero drugim domowym zwycięstwem w Serie A w ostatnich sześciu spotkaniach.