ADVERTISEMENTS

Ishak: Moim celem są tytuły z Lechem, a nie korona króla strzelców

Szwedzki snajper właśnie zakończył swój szósty sezon w "Kolejorzu”. W tym czasie zdobył trzy razy mistrzostwo Polski. Przez sześć lat gry w niebiesko-białych barwach zdobył 89 bramek w ekstraklasie, a we wszystkich oficjalnych pojedynkach – 120. Nie było mu dane zostać królem strzelców. W sezonie 2024/25 napastnik Lecha zdobył 21 goli, ale snajper Pogoni Szczecin Efthymos Koulouris był o siedem trafień lepszy. Miniony sezon zakończył z dorobkiem 16 bramek, a klasyfikację wygrał Tomas Bobcek z Lechii Gdańsk z 20.

"Nie czuję się w żaden sposób sfrustrowany tym faktem. W tym sezonie nie było w naszej ekstraklasie napastnika, który zaliczyłby 50 meczów, jak ja. A jak grasz tyle spotkań, nie jesteś w stanie w każdym pokazać 100 procent możliwości i umiejętności, to jest niemożliwe. Korona króla strzelców nie jest dla mnie najważniejsza, moim celem jest zdobycie mistrzostwa kraju, gra w Europie. I to uczyniłem. W minionym sezonie strzeliłem 31 goli oraz miałem dziewięć asyst we wszystkich rozgrywkach. I z tego powodu jestem szczęśliwy" – powiedział Ishak.

Szwed nie ukrywa, że miniony sezon ekstraklasy był wyjątkowy, gdyż każdy mógł wygrać z każdym.

"Dla mnie był to najbardziej niezwykły sezon spośród wszystkich, które rozegrałem w Polsce. Nic nie można było przewidzieć. Ale dzięki temu, liga jest ciekawsza. Jak spojrzymy na Bundesligę, to niemal jesteśmy pewni, że Bayern Monachium sięgnie po tytuł. Uważam, że ekstraklasa staje się coraz mocniejsza, nie ma łatwych meczów. W każdym spotkaniu musisz walczyć do końca" – skomentował.

Pytany o to, co zadecydowało o sukcesie "Kolejorza”, przyznał, że mentalność zespołu i świetny finisz rozgrywek.

"Byliśmy mocni w końcówce sezonu, a wcale nie jest łatwo wygrywać na finiszu, bowiem każdy mecz coraz więcej znaczy. Jedna porażka i już cię nie ma... Jak spojrzymy na nasze wcześniejsze mistrzostwa, też potrafiliśmy wygrywać na koniec sezonu. Byliśmy mentalnie bardzo mocni" – wskazał 33-letni snajper.

Ishak nie patrzy na swój upływający wiek. Jak wspomniał, fizycznie czuje się bardzo dobrze, a miniony sezon był jego najlepszym w "Kolejorzu”.

"W tym wieku znam już na tyle swoje ciało, że wiem, kiedy czegoś potrzebuje, a czego nie. Zdarzały się dni, kiedy nie szedłem na trening, tylko zastępowałem go np. rowerem. Łatwiej jest mi też unikać kontuzji. Mam ten przywilej, że członkowie sztabu mnie słuchają. To wszystko są detale, ale mają duże znaczenie. Choć jestem coraz starszy, gram coraz więcej spotkań. To był mój najlepszy sezon w Lechu, jak spojrzymy na statystyki. Natomiast ja jestem takim typem napastnika, który stara się łączyć grę z „dziesiątką” i skrzydłowymi. Walczę w defensywie, a tego nie znajdziesz w statystykach" – tłumaczył.

W Lechu kapitan zespołu doczekał się statusu lidera, gwiazdy, ikony czy - według niektórych - nawet legendy. On sam określa się "ambasadorem klubu”.

"Nie lubię za dużo mówić o sobie i nie mnie to oceniać. Może lepiej będzie, niech inni osądzą. Nie ukrywam, że jestem bardzo szczęśliwy w Lechu i myślę, że jestem bardzo dobrym ambasadorem tego klubu" - podkreślił.

Dawno w Lechu nie było też obcokrajowca, który na tak długo związałby się z Poznaniem i miał ogromne uznanie wśród fanów. Wcześniej Serb Ivan Djurdjević cieszył się ogromną sympatią kibiców i był symbolem niezwykle walecznego oraz oddanego klubowi piłkarza.

"Czuję tę miłość kibiców do mnie, czuję, że jestem też bardzo doceniany. Nie wiem, czy mogę lepiej się odwdzięczyć, jak tylko przez grę i zdobywanie tytułów, które wspólnie celebrujemy. Jednocześnie jest to dla mnie jeszcze większa odpowiedzialność. Bycie kapitanem ma swoje dobre strony, ja jestem z tego powodu szczęśliwy. Czasami jednak nie wszystko idzie w dobrym kierunku, a gdy przegrywamy mecze, ten ciężar też muszę brać na swoje barki w pierwszej kolejności" - zauważył.

Ishak to lider zespołu nie tylko na boisku, ale także poza nim. Jak zaznaczył, tę pozaboiskową rolę ułatwił mu jednak szkoleniowiec Niels Frederiksen, który od 2024 roku pracuje w Lechu.

"Mamy bardzo mądrego trenera, który dokładnie wie, kiedy i w jaki sposób należy rozmawiać z piłkarzami. Dzięki temu moja praca jako kapitana drużyny jest nieco łatwiejsza, ponieważ to on naciska właściwe przyciski. Moja rola zaczyna się głównie na boisku, kiedy już trenera za bardzo nie słychać, a ja jestem jego prawą ręką" – wyjaśnił.

Ishak przyznał, że czasami próbuje zachęcać piłkarzy, którym kończą się kontrakty w Lechu, do pozostania w zespole.

"To są moi przyjaciele i owszem, czasami przedstawiam im mój punkt widzenia, rozmawiamy o tym. Nie staram się ich natomiast przekonywać, może czasami wpłynąć na ich wybory, ale to jest też delikatny temat. Na końcu to oni muszą podjąć tę ostateczną decyzję. Z Antonio Miliciem (w czerwcu tego roku kończy mu się kontrakt z Lechem – PAP) rozmawiałem o tym wiele razy. Spędziliśmy w Lechu sześć lat, dzielimy pokój w hotelach. Luis Palma? O tak... też rozmawialiśmy o tym mnóstwo razy" – zaśmiał się napastnik.

Ishak ma ważną umowę tylko na najbliższy sezon, ale na razie nie wybiega dalej w przyszłość.

"Jestem tutaj szczęśliwy, może otrzymam kolejną propozycję, ale nie zastanawiałem się jeszcze nad tym. Na pewno za rok będę chciał jeszcze grać w piłkę" – zapewnił.

W reprezentacji swojego kraju pojawiał się bardzo rzadko, łącznie rozegrał tylko siedem spotkań. Szwedzi awansowali na mundial kosztem Polski, ale piłkarz Lecha absolutnie nie liczył na powołanie.

"Oczywiście byłoby to bardzo miłe, ale tak się nie stało. Nie miałem też jakiś specjalnych nadziei, bo wcześniej, gdy miałem całkiem udane sezony, też nie otrzymywałem powołań. Nie jest to rzecz, nad którą rozmyślam, wiem jakimi prawami rządzi się drużyna narodowa. Nie ma tu żadnej złości z mojej strony, ja respektuję te decyzje. Będę wspierał nasz zespół w mistrzostwach świata, ale skupiam się przede wszystkim na Lechu, żeby tu dalej grać jak najlepiej" – podsumował.

Anda mungkin juga tertarik