"Gratuluję nam nie tylko zwycięstwa, ale także tego, czego dokonaliśmy w całej rundzie. Po 21. kolejce byliśmy na ostatnim miejscu, a po 33. znajdujemy się na siódmym z szansami na piątą lokatę i grę w europejskich pucharach. To jest niesamowita historia, osobiście ją doceniam. Jestem doświadczonym szkoleniowcem, ale to dla mnie duża sprawa" – zapewnił Papszun.
Trener stołecznej drużyny zauważył, że jego zespół po raz kolejny pokazał charakter, jedność i nie poddał się, co było wcześniej problemem Legii.
"Z tego jestem najbardziej zadowolony, bo zawsze najważniejsza jest drużyna. I taką drużynę widziałem na boisku, zarówno w bardzo dobrych momentach, jak i w trudnych, kiedy umieliśmy przetrwać i się wybronić. Super, że gramy do końca i daliśmy sobie szansę, aby w ostatniej kolejce powalczyć o coś, co niedawno wydawało się nierealne. To bardzo budujące" – dodał.
Według Papszuna Lechia to ultra groźna drużyna w ofensywie, co widać było zresztą przez cały sezon.
"Wiedzieliśmy, że gospodarze stworzą sobie sytuacje. W pierwszej połowie dość dobrze kontrolowaliśmy mecz i sami mieliśmy więcej szans, natomiast po przerwie inicjatywa należała do Lechii, która zasłużenie doprowadziła do remisu. Kluczem jest to, aby przetrwać trudne momenty, a także umieć zadać decydujący cios. Cieszy mnie mentalność drużyny, która wcześniej po straconej bramce mocno 'siadała', a teraz potrafi się odbić i nigdy się nie poddaje" – podkreślił.
Zwycięską bramkę zdobył w trzeciej minucie doliczonego czasu strzałem głową Antonio Colak, który występował w Lechii w sezonie 2014/15.
Blisko 33-letni napastnik okazał się w tym roku katem trójmiejskich zespołów. Na początku lutego jego dwa trafienia głową - w 90. oraz w czwartej minucie doliczonego czasu - zapewniły Legii remis 2:2 w Gdyni z Arką.
"To morskie powietrze chyba mu służy, prezentuje bowiem tutaj zabójczą strzelecką formę. I w takim celu właśnie wszedł. Miał kontuzję i dość długą przerwę, fajnie, że się odnalazł i zdecydowanie pomógł zdobyć nam trzy punkty" – ocenił.
Lechia nie zdołała w niedzielę przełamać fatalnej passy. W ostatnich sześciu meczach Gdańszczanie zdobyli zaledwie punkt i znajdują się w strefie spadkowej.
"Czasem, jak się dostaje obuchem w głowę w końcówce meczu, to ciężko coś powiedzieć. To trudne emocjonalnie. Jestem też bardzo zły. Mogę tu siedzieć, skopiować i wkleić sytuacje, jak traciliśmy bramki w poprzednich spotkaniach i jak straciliśmy je teraz" – powiedział trener gospodarzy John Carver.
Anglik przyznał, że to powtarzający się schemat. Jego drużyna nie blokuje dośrodkowań, źle kryje w polu karnym i nie zbiera drugich piłek.
"Widzimy to, analizujemy i trenujemy tydzień po tygodniu. Szczególnie po drugiej połowie jest mi przykro, bo jeśli powtarza się błędy i traci 62 bramki w sezonie, to jest się w tarapatach. Nie wszystko zależy teraz od nas, ale musimy zrobić wszystko, żeby przygotować się do następnego meczu i czekać na to, co się wydarzy z innymi drużynami. Jeszcze nie jesteśmy pogrzebani, ale musimy też patrzeć na inne zespoły" – skomentował.
Jeśli chodzi o konfrontację z Legią to Carver uznał, że był to wyrównany mecz. Rywale mieli sytuacje po dośrodkowaniach i po tym, jak jego piłkarze źle kryli w polu karnym i je wykorzystali.
"Też mieliśmy swoje okazje, szczególnie dwie po stałych fragmentach, ale ich nie wykorzystaliśmy. W drugiej połowie pokazaliśmy momentami bardzo dobry futbol, ale dobrym futbolem nie wygrywa się meczów. Musimy skupić się na sobie i na tym, co zrobimy w sobotę. Musimy zrobić wszystko, żeby wygrać w Niecieczy, a także liczyć na to, że inne zespoły zagrają pod nas" – podsumował szkoleniowiec Lechii.