ADVERTISEMENTS

Osiem goli, karne i bohater Zych. Raków Częstochowa drugim finalistą Pucharu Polski

Od początku spotkania rozgrywanego w Częstochowie większą determinacją wykazywali się goście. Już chwilę po pierwszym gwizdku ostrzeżenie wysłał Sebastian Milewski, ale Oliwier Zych zdołał zatrzymać mocny strzał pomocnika. Podopieczni Łukasza Tomczyka mieli spore trudności z przedostaniem się pod bramkę rywali, jednak i oni w końcu zyskali swoją szansę. Z rzutu wolnego technicznym uderzeniem bramkarza próbował zaskoczyć Ivi Lopez, ale Dawid Kudła również wykazał się czujnością.

Zawodnicy Rafała Góraka wkrótce znów przejęli inicjatywę i tym razem dopięli swego. Świetnym zagraniem w polu karnym popisał się Bartosz Nowak, były zawodnik Rakowa, a piłkę odebrał Erik Jirka, który z zaskakującą łatwością wymanewrował obrońców i otworzył wynik spotkania.

Gospodarze wciąż nie wyciągali wniosków ze swoich błędów. Po nonszalanckim zagraniu Lopeza blisko własnej szesnastki tym razem przed szansą stanął sam Nowak, ale pomocnik strzelił tuż obok słupka. Koncentrację wciąż zachowywał Kudła, który obronił uderzenie Jonatana Brunesa z bliskiej odległości.

Przyjezdni nadal mieli sporą przewagę, którą udokumentowali tuż przed przerwą. Oskar Repka, czyli z kolei były gracz GKS-u Katowice, nadepnął w szesnastce Nowaka, a sędzia podyktował rzut karny. Jedenastkę skutecznie wykorzystał Arkadiusz Jędrych, zapewniając drużynie dwubramkowe prowadzenie.

Wielkie przebudzenie

Na drugą połowę zawodnicy Rakowa wyszli zupełnie odmienieni, doprowadzając do wyrównania w zaledwie dwie minuty. Najpierw tuż po wznowieniu gry płaskim i precyzyjnym strzałem bramkarza pokonał Brunes. Już po kolejnej akcji gospodarze zyskali rzut rożny, a dośrodkowanie Michaela Ameyawa trafiło na głowę Bogdana Racovitana, który pewnym uderzeniem zapewnił remis.

Zawodnicy Tomczyka poszli za ciosem, a w 67. minucie po zagraniu ręką zyskali rzut karny. Kudła co prawda wyczuł intencje Brunesa, ale do odbitej przez niego piłki natychmiast dopadł Lamine Diaby-Fadiga, wyprowadzając Raków na prowadzenie. Sędzia jeszcze chwilę wstrzymywał radość kibiców, gdyż wydawało się, że Gwinejczyk zbyt szybko wbiegł w pole karne, ale okazało się, że ze względu na uniesioną w tym momencie nogę bramka może być uznana.

Gospodarze nabrali pewności siebie i tworzyli kolejne sytuacje, których jednak nie wykorzystywali. A to zemściło się w doliczonym czasie gry. Wydawało się, że Raków utrzyma korzystny wynik, ale bierna postawa defensywy w 94. minucie sprawiła, że rezerwowy Adam Zrelak doprowadził do wyniku 3:3. W samej końcówce sędziowie długo analizowali jeszcze potencjalny rzut karny dla gości, jednak ostatecznie uznali, że Racovitan nie faulował Borjy Galana.

Do rozstrzygnięcia wyniku potrzebna była zatem dogrywka. W pierwszej części mimo kilku okazji po obu stronach boiska piłka nie wpadła do siatki, ale w drugiej kibice znów zobaczyli wymianę ognia. Najpierw po doskonałej wrzutce Karola Struskiego z rzutu wolnego futbolówkę lekko głową trącił Leonardo Rocha, zmieniając wynik na 4:3. Następnie goście ruszyli do odrabiania strat, a równowagę fantastycznym uderzeniem z dystansu przywrócił Eman Markovic, gwarantując kibicom kolejne emocje w konkursie rzutów karnych.

Swoje szanse po kolei wykorzystywali Rocha, Jędrych, Fadiga, Nowak i Struski, ale w końcu Zych zatrzymał strzał Jirki. W kolejnej serii nie pomylił się Racovitan, a bramkarz gospodarzy obronił także uderzenie Milewskiego, zapewniając swojej drużynie zwycięstwo. Po ostatnim gwizdku na trybunach zapanowała euforia, w końcu Raków już niedługo może zdobyć trzeci Puchar Polski. Wielki finał, do którego w środę awansował Górnik Zabrze, zaplanowano na 2 maja 2026 roku o godz. 16:00 na stadionie PGE Narodowy w Warszawie.

Autres nouvelles