ADVERTISEMENTS

Od Wembley, przez czasy Nawałki, do barażów ze Szwecją i Walią. Polacy umieją kończyć eliminacje

Polacy po raz trzeci z rzędu o udział w wielkiej imprezie rywalizują w barażach. Dwa wcześniejsze podejścia - do mistrzostw świata 2022 w Katarze i mistrzostw Europy 2024 w Niemczech - zakończyły się ich sukcesem.

Za pierwszym razem kadrę prowadził Czesław Michniewicz, a za drugim - Michał Probierz, którego następcą w lipcu 2025 roku został Jan Urban. I w czwartkowy wieczór zrobił przedostatni krok w drodze na mundial 2026, wygrywając na PGE Narodowym z Albanią 2:1.

Teraz na jego zespół czeka odradzająca się po okresie kryzysu Szwecja, czyli dojdzie do powtórki barażowego finału sprzed czterech lat.

Drużyna Michniewicza miała zagrać półfinał z Rosją w Moskwie, lecz po wykluczeniu reprezentacji tego kraju przez FIFA - w związku z agresją zbrojną na Ukrainę - zwyciężyła walkowerem. Ze Szwecją, zmęczoną półfinałową dogrywką z Czechami, biało-czerwoni spotkali się w Chorzowie 29 marca 2022. Zwyciężyli 2:0 po golach w drugiej połowie Roberta Lewandowskiego z rzutu karnego oraz Piotra Zielińskiego, dzięki czemu awansowali na rozegrany późną jesienią mundial w Katarze.

"To był chyba najtrudniejszy rzut karny w moim życiu" - przyznał po meczu ze Szwecją Lewandowski, który w czwartek również na spółkę z Zielińskim zdecydowali o wygranej z Albanią.

Na kolejną wielką imprezę, mistrzostwa Europy 2024 w Niemczech, polscy piłkarze również awansowali przez baraże, choć eliminacje były w ich wykonaniu bardzo nieudane, ulegli m.in. Mołdawii 2:3 w Kiszyniowie. Po porażce 0:2 z... Albanią w Tiranie we wrześniu 2023 władze PZPN rozstały się z Portugalczykiem Fernando Santosem i mianowały Probierza. Ostatecznie w grupie eliminacyjnej, uznawanej za jedną z najsłabszych, biało-czerwoni zajęli trzecie miejsce, za Albanią i Czechami. Dostali jednak dodatkową szansę dzięki wcześniejszym występom w Lidze Narodów.

W półfinale trafili na notowaną w drugiej setce światowego rankingu Estonię, która uzupełniła stawkę uczestników baraży w nagrodę za triumf w najsłabszej dywizji Ligi Narodów. Na PGE Narodowym piłkarze Probierza wywiązali się z roli faworyta, wysoko zwyciężając 5:1.

Trudniej - zgodnie z przewidywaniami - było w finale barażowym z Walią w Cardiff. Po 90 minutach i dogrywce utrzymywał się wynik bezbramkowy. Bohaterem biało-czerwonych okazał się bramkarz Wojciech Szczęsny. Najważniejszą paradą popisał się w piątej serii rzutów karnych, przy stanie 5-4 dla Polski. Obronił strzał Daniela Jamesa i biało-czerwoni mogli świętować awans.

„Mecze barażowe rządzą się swoimi prawami. Dziś liczył się tylko wynik, który idzie w świat i daje nam prawo gry w mistrzostwach Europy” - podkreślił wówczas prezes PZPN Cezary Kulesza.

Historia rywalizacji Polaków w barażach nie jest na razie długa, ale wcześniej też wiele razy udowodnili, że potrafią skutecznie kończyć eliminacje.

Tak było np. w kwalifikacjach MŚ 2018 w Rosji. Przed ostatnią kolejką drużynie prowadzonej przez Adama Nawałkę wystarczył do awansu remis w Warszawie z Czarnogórą - dzięki temu nie trzeba było czekać na wynik meczu Duńczyków z Rumunami. Plan polscy piłkarze wypełnili z nawiązką - wygrali 4:2 i awansowali z pierwszego miejsca w grupie.

We wcześniejszych latach również potrafili sobie radzić w najważniejszych momentach, gdy decydowały się losy awansu.

Przykładem eliminacje mistrzostw Europy 2016. Biało-czerwoni do zajęcia drugiego miejsca w grupie (również dawało bezpośredni awans, pierwsi byli Niemcy) potrzebowali w ostatniej kolejce remisu u siebie z Irlandią 0:0 lub 1:1. Podopieczni Nawałki zadanie zrealizowali z nadmiarem, wygrywając w Warszawie 2:1.

Po meczu piłkarze świętowali razem z kibicami na stadionie. "Nie wiemy jak wy, ale ja jestem dumny z tych chłopaków. Jedziemy do Francji. Razem zajdziemy daleko"! - krzyknął przez mikrofon Lewandowski.

Dotrzymał słowa - na francuskich boiskach on i koledzy dotarli do ćwierćfinału.

Sytuacja, gdy wszystko zależało od ostatniego meczu, zdarzyła się również np. w kwalifikacjach mistrzostw świata 1986. Prowadzeni przez Antoniego Piechniczka biało-czerwoni, w składzie z... Janem Urbanem, w ostatniej kolejce podejmowali Belgię. Gospodarzom wystarczył remis i ostatecznie spotkanie w Chorzowie zakończyło się wynikiem 0:0. Polacy awansowali na mundial w Meksyku, podobnie zresztą jak Belgowie, którzy w barażu okazali się minimalnie lepsi od Holendrów.

Najsłynniejszym przypadkiem „zwycięskiego” remisu w ostatniej serii jest oczywiście legendarny mecz na Wembley z Anglią w eliminacjach mistrzostw świata 1974. Drużyna Kazimierza Górskiego potrzebowała jednego punktu i po heroicznej walce, świetnej postawie Jana Tomaszewskiego w bramce i golu Jana Domarskiego osiągnęła swój cel, remisując z faworyzowanymi gospodarzami 1:1.

Cztery lata później, w kwalifikacjach mundialu 1978, biało-czerwoni znów zremisowali w swoim ostatnim spotkaniu. Tym razem z Portugalią w Chorzowie 1:1 (gol Kazimierza Deyny bezpośrednio z rzutu rożnego), dzięki czemu przypieczętowali awans do mistrzostw świata w Argentynie. Mecz przeszedł do historii, ale nie tylko z chwalebnych powodów. Część kibiców wygwizdała Deynę, wówczas gwiazdę Legii Warszawa.

Czasami zdarzało się tak, że Polacy w ostatniej kolejce wykonali swoje zadanie, lecz wobec niekorzystnego wyniku na innym stadionie nic im to nie dało. W kwalifikacjach mistrzostw Europy 2004 grali na wyjeździe z Węgrami i wciąż mieli szansę zajęcia drugiego miejsca (za Szwecją), oznaczającego prawo w gry w barażu o awans.

Biało-czerwoni, prowadzeni wówczas przez Pawła Janasa, wygrali w Budapeszcie 2:1 po dwóch golach Andrzeja Niedzielana. W innym spotkaniu tej grupy pewna awansu Szwecja uległa jednak u siebie Łotwie 0:1. Dzięki temu Łotysze zajęli niespodziewanie drugie miejsce, zapewniając sobie prawo w gry w barażach, w których sprawili kolejną sensację - okazali się lepsi od Turków.

Były też w przeszłości sytuacje, gdy Polacy wywalczyli awans w przedostatniej kolejce, ale w ostatnim meczu na swoim stadionie. W kwalifikacjach Euro 2008 drużyna Leo Beenhakkera pokonała w listopadzie 2007 roku w Chorzowie Belgię 2:0 po dwóch trafieniach Euzebiusza Smolarka.

Mecz rozgrywano w bardzo niskiej temperaturze, lecz atmosfera była gorąca - po raz pierwszy w historii biało-czerwoni wywalczyli awans do mistrzostw Europy. Na wyjazdową potyczkę z Serbią (2:2) kadra poleciała już pewna swego i w znakomitych humorach.

Teraz przed reprezentacją Polski ostatni krok w drodze na rozpoczynający się 11 czerwca mundial w USA, Kanadzie i Meksyku, gdzie w grupie F czekają już Holandia, Japonia i Tunezja.

Autres nouvelles