ADVERTISEMENTS

Francesco Farioli zapewnia o pozostaniu w FC Porto: "Jestem tam, gdzie chcę być"

Czy zostaje pan w FC Porto? "Na pewno. Jestem tam, gdzie chcę być, bo dopiero zaczynamy naszą podróż. Zrobiliśmy pierwszy krok, teraz musimy zacząć budować kolejne piętra".

A jeśli pojawi się oferta z Premier League? "To nie jest temat, nad którym powinno się teraz myśleć czy go rozważać. Jesteśmy po ważnym sukcesie, dopiero co świętowaliśmy i te emocje wciąż są z nami. Planujemy już nowy sezon, pierwszy lipca jest blisko. To będzie ważny czas, by odpowiednio zarządzić emocjami i tym, co czujemy w tych dniach, i bardzo to doceniamy."

Co chciałby pan zobaczyć w FC Porto, czego jeszcze nie ma? "Za nami cztery trudne sezony, bez wielu trofeów, a wymagania tego klubu są zawsze takie same – wygrywać i przynosić puchary do tego muzeum. Rzeczywistość jest jednak taka, że musieliśmy zaczynać z bardzo daleka, po bardzo skomplikowanym sezonie, z dużą stratą do dwóch rywali. Podczas pierwszego spotkania z prezesem przekonało mnie przede wszystkim jego pragnienie, byśmy razem próbowali zrobić kroki w dobrą stronę, by spróbować zamknąć tę przepaść. Najpierw ją zmniejszyć, a potem, oczywiście, w pewnym momencie objąć prowadzenie i pójść naprzód. Myślę, że to jest nasze motto od początku sezonu: sposób, w jaki klub podszedł do okna transferowego, jak dał mi wsparcie, by wprowadzić pewne zmiany w Olival, by przebudować pewne rzeczy, by sprowadzić tutaj silny sztab szkoleniowy, który budowaliśmy razem – z osobami, które były ze mną wcześniej, i z tymi, które klub chciał dodać. Oczywiście jedną z tych osób był Lucho, a wszyscy wiecie, jak duży wpływ miał na nasz sezon. Pod koniec okresu przygotowawczego chciałem dołączyć także André Castro, kolejnego byłego piłkarza klubu. I znów, mieszając ludzi, emocje i energię, w pewnym momencie ruszyliśmy z pełną mocą, bardzo skupieni na teraźniejszości i naszym następnym kroku. To jest nasze motto od pierwszego dnia".

Były też trudniejsze momenty: "Oczywiście, to była droga pełna emocji, w większości pozytywnych, ale były też bardzo smutne dni, trudne chwile i przeszkody do pokonania. Pierwszą z nich była strata Jorge (Costy), który niestety nie mógł być z nami fizycznie, by świętować to trofeum, ale na pewno jest z nami z innego miejsca. Przez cały sezon był z nami, dając nam odpowiednią energię, by być naszą gwiazdą przewodnią. Wszystkie te rzeczy razem sprawiły, że jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, ale – jak mówię – to jest dopiero fundament pracy, którą trzeba rozwijać, redefiniować i dostosowywać do nowych wyzwań, które w kolejnym sezonie będą jeszcze większe i trudniejsze".

Otras noticias