"Mówiłem na konferencji prasowej, że musimy się "wyrzygać" na boisku i tak było. Była motywacja, była walka, po nerwowym początku później mieliśmy kontrolę nad meczem. Taktycznie wszystko, co trener powiedział zrobiliśmy, byliśmy dobrze ustawieni i z wyjątkiem jednej sytuacji, którą Marcel Łubik wybronił, wszystko układało się po naszej myśli" - tłumaczył prawie 41-letni Podolski, który gra w Górniku od 2021 roku.
W sobotę krajowy puchar zdobył po raz piąty; wcześniej uczynił to w Niemczech, Anglii, Japonii i Turcji.
"To za każdym razem wielkie emocje, świetna sprawa, a dziś to już w ogóle coś pięknego, że po tylu latach udało się zdobyć ten puchar dla Górnika. Pamiętam, jaki był Górnik i gdzie był, gdy przychodziłem tu pięć lat temu, więc cieszę się bardzo, że tyle w tym czasie zrobiliśmy. Jedziemy dalej, ale musimy pracować, bo najłatwiej o błędy wtedy, gdy jest dobrze" - dodał.
Jak przyznał, od rana w dniu finału miał dobre przeczucia.
"Widziałem, co się dzieje w hotelu, widziałem chłopaków, widziałem, jaka jest atmosfera, jakie jest nastawienie i czułem, że będzie dobrze" - wspomniał.
Mistrz świata z 2014 roku w barwach Niemiec zbliża się do końca kariery, ale broni się przed jasnymi deklaracjami.
"Plan był taki, że to ostatni sezon, bo wiem, ile mnie to kosztuje, ile kosztuje moją rodzinę, która schodzi często na dalszy plan. Z boku to wygląda, że wszystko przychodzi łatwo, ale tak łatwo nie jest, wiele spraw w drużynie, w klubie wymaga naprawdę dużo wysiłku i pracy" - tłumaczył.
Czekał na ten moment 54 lata! Górnik Zabrze zdobywcą Pucharu Polski!
Zauważył jednak, że w ostatnich latach często udało mu się zaskakiwać otoczenie, w tym dziennikarzy, więc może i teraz będzie podobnie.
"Może coś wymyślę, bo te europejskie puchary będą kuszące" - powiedział.
Podkreślił jednak, że na razie Zabrzanie muszą się skupić na dokończeniu sezonu ligowego.
"Nie zapominajmy o tym, że mamy jeszcze cztery mecze w lidze. Chcemy co najmniej utrzymać drugie miejsce, które teraz mamy, a może powalczyć o coś więcej. A po sezonie na spokojnie usiądziemy i zobaczymy, co dalej" - przekazał.
Podolski, który pojawił się na boisku w końcówce spotkania i przejął opaskę kapitana, odebrał trofeum razem z klubową legendą - Stanisławem Oślizło.
"Wielka chwila. Pamiętam, jak przyleciałem do Katowic pierwszy raz, gdy miałem podpisać kontrakt, to pan Stanisław stał przy samolocie i prawie mnie udusił, tak mnie witał i się cieszył, że jestem. Dziś historia zatoczyła koło. Jestem na końcu swojej drogi i być może na pożegnanie też był przy mnie pan Oślizło. Takie wspomnienia na zawsze ze mną zostaną" - podsumował urodzony w Gliwicach piłkarz.