ADVERTISEMENTS

Najgorsza seria Chelsea od 114 lat, Brighton coraz bliżej pucharów

Rozczarowująca forma Chelsea sprawiła, że przegrała ona cztery kolejne mecze ligowe, nie strzelając w nich ani jednego gola. Jednak w większości z tych meczów byli przynajmniej do pewnego stopnia konkurencyjni, czego nie można powiedzieć o pierwszej połowie przeciwko głodnej gry drużynie Brighton.

Mewy potrzebowały niecałych dwóch minut, by przetestować Roberta Sáncheza, gdy Hiszpan przepchnął nad poprzeczką główkę Kauro Mitomy z bliskiej odległości. A tuż po rzucie rożnym wyszli na prowadzenie. Jorrel Hato nieumyślnie skierował piłkę do Ferdiego Kadıoğlu, którego strzał odbił się od Wesleya Fofany i wpadł do siatki.

Z wiatrem w żaglach Brighton zabawiało się z przeciwnikami, a następnie tworzyło kolejne okazje. Jan Paul van Hecke zmusił Sáncheza do kolejnego zatrzymania piłki końcami palców, tuż przed tym, jak Georginio Rutter strzelił obok słupka.

Tylko Jake Hinshelwood wie, w jaki sposób nie podwoił przewagi swojej drużyny w połowie pierwszej części, po tym jak niecelne podanie Sáncheza prawie pozwoliło Yankubie Mintehowi podwoić przewagę. Ratunkowym był Trevoh Chalobah, który wybił piłkę z linii bramkowej.

W miarę zbliżania się gwizdka, Chelsea poprawiła się nieznacznie. Jednak nie na tyle, by oddać celny strzał, co nie uspokoiło kibiców gości, którzy wyrażali swoje niezadowolenie. Przyjezdni zdołali oddać pierwszy strzał w 47. minucie, gdy Roméo Lavia przestrzelił.

Wkrótce jednak ich zadanie stało się jeszcze trudniejsze, bowiem Brighton przerwało atak Chelsea i trafiło do siatki za sprawą Hinshelwooda, który odpokutował swój poprzedni błąd.

Mitoma był następnym kandydatem do gola, strzelając obok słupka z rzutu rożnego. Brighton wyraźnie chciało wcierać sól w rany Liama Roseniora i spółki. Kadıoğlu miał dwie okazje do skompletowania swojej asysty, ale tym razem Sánchez nie miał sobie równych.

Ostatecznie było to tak komfortowe zwycięstwo, jak tylko Brighton mogło sobie życzyć. Zwiększa ich szanse na zakwalifikowanie się do Europy w przyszłym sezonie, a dodatkowego blasku nadało im trafienie Danny'ego Welbecka w doliczonym czasie gry.

Zasłużyli na duże uznanie, wygrywając sześć z ostatnich ośmiu meczów w Premier League, ale uwaga ponownie skupi się na Chelsea. Po raz pierwszy od 1993 roku przegrali pięć meczów z rzędu w lidze, a pierwszy raz od 114 lat nie strzelili gola w tylu spotkaniach.

W niedzielę będą przynajmniej rozproszeni półfinałem Pucharu Anglii przeciwko Leeds United na Wembley. Chociaż nie wiadomo, czy Rosenior - który był przedmiotem wulgarnych przyśpiewek w drugiej tercji - nadal będzie dowodził.

Otras noticias