Taki jest futbol i taki jest Real Madryt. Albo wygrywasz, albo żegnasz się z pracą. A nawet jeśli wygrywasz, to w zależności od stylu, możesz mieć już następcę, zanim zdążysz mrugnąć okiem. Właśnie to od pierwszej chwili musiał czuć Arbeloa, gdy został mianowany trenerem pierwszego zespołu w miejsce swojego przyjaciela Xabiego Alonso. Zadanie było trudne, a mimo ogromnej presji wydawało się, że radzi sobie nieźle. Jednak wczorajsze pochwały dziś zamieniają się w krytykę.
Na jego korzyść przemawiają dwie wygrane rundy w Lidze Mistrzów – z Benfiką i przede wszystkim z Manchesterem City. Doceniana jest także jego odważne stawianie na młodzież od początku pracy, z Thiago Pitarchem jako główną postacią, choć nie jedynym symbolem tej zmiany. Nie można też pominąć zdecydowanej odmiany Viníciusa, któremu pomógł wrócić do wysokiej formy i ponownie stać się idolem kibiców Realu.
Nie brakuje jednak słabszych momentów w jego pracy. Odpadnięcie z Pucharu Króla z Albacete, zespołem z drugiej ligi, tuż po objęciu stanowiska, było pierwszą rysą na jego wizerunku. Porażka z Benfiką, która zmusiła Real do gry w barażu Ligi Mistrzów właśnie z Portugalczykami, także postawiła go pod ścianą. Ostatnią wpadką była nieregularność w LaLiga, przez którą Real stracił pozycję lidera i po przegranej na stadionie Mallorki traci już siedem punktów do pierwszego miejsca.
Liga Mistrzów na ratunek
Jedyną drogą do poprawy sytuacji, jego kołem ratunkowym – jak dla wielu poprzedników – pozostaje najwyższa europejska rywalizacja klubowa. Jeśli pokona Bayern Monachium, do zdobycia trofeum i zapewnienia sobie przyszłości w Realu Madryt zabraknie mu już tylko trzech meczów. W przeciwnym razie Arbeloa może już żegnać się z ławką trenerską w kolejnym sezonie.
Tak właśnie wygląda sprawiedliwość – lub jej brak – w pracy trenera na Bernabéu. Bez trofeów, bez względu na okoliczności, nie ma przyszłości.
------------
TV Smart - Usługi telekomunikacyjne – Telewizja.
Pakiet Max miesiąc za 0 zł