To, co wydarzyło się minionego lata z Alvaro Carrerasem, za którego Real Madryt zdecydował się zapłacić pięćdziesiąt milionów euro, by odzyskać go dla "białych", może stać się częstszą praktyką niż dotychczas. Nie chodzi tu nawet o samą kwotę, lecz o błąd tych, którzy pozwolili mu odejść bez zabezpieczenia praw lub klauzuli wykupu na korzystnych warunkach. Najważniejsze jest jednak to, że klub znów może korzystać z jakości zawodnika wychowanego w swojej akademii, który potwierdził klasę jako profesjonalista w innych zespołach.
Jeśli Xabi Alonso dał szansę, którą świetnie wykorzystał Gonzalo García, to przyjście Arbeloi na ławkę trenerską tchnęło nową energię w młode talenty Realu. Już teraz swoją pozycję ugruntował Thiago Pitarch, a kolejni, jak Manuel Ángel czy Yáñez, domagają się większej liczby minut na boisku. Warto też zwrócić uwagę na tych, którzy niedawno musieli odejść, a dziś prezentują poziom pozwalający rywalizować w barwach Realu Madryt.
Pierwszy wróci Nico Paz
Najbardziej oczywistym przypadkiem jest Nico Paz, którego Real Madryt odzyska tego lata bez względu na wszystko. Gwiazda Como rozwinęła się niesamowicie pod okiem Cesca Fàbregasa i od przyszłego sezonu będzie grać na stadionie Santiago Bernabéu za zaledwie dziewięć milionów euro.
Do niego może dołączyć "najgorętszy" napastnik hiszpańskiej piłki, świeżo upieczony reprezentant kraju Víctor Muñoz.. "Usain Bolt" hiszpańskiego futbolu robi furorę w Osasunie. Za osiem milionów euro Real Madryt odkupi połowę praw, które wcześniej sprzedał "rojillos", odzyskując pełną kontrolę nad zawodnikiem. To skrzydłowy, który może idealnie współpracować z innymi szybkimi i technicznymi graczami, jak Mbappe czy Vinicius.
Warto też wspomnieć o Sergio Arribasie. Dawny diament stadionu Di Stéfano ma już na koncie 20 goli w 32 meczach Segunda División. Ta liga jest dla niego zbyt mała, a po trzech sezonach w Almeríi wydaje się gotowy na kolejny krok. Być może nie znajdzie miejsca w Realu Madryt, gdzie konkurencja na pozycji ofensywnego pomocnika jest ogromna, ale klub wciąż posiada połowę jego praw, więc płacąc połowę tego, co zaoferują inne kluby, a jego klauzula wynosi 40 milionów euro, "Królewscy" mogą go odzyskać.
Nie tylko napastnicy
Nie wszyscy wychowankowie grają w ataku – są też inne pozycje, na których młodzi z akademii Realu błyszczą. W obronie środkowy Jacobo Ramón stał się jednym z liderów Como. Kontrakty Rudigera i Alaby dobiegają końca, a Militao po drugiej kontuzji więzadeł krzyżowych budzi wątpliwości, więc zapłacenie mniej niż dziesięć milionów euro za gotowego do gry obrońcę wydaje się prawdziwą okazją.
Podobnie, jeśli klub szuka środkowego pomocnika, który mógłby odciążyć lub współpracować z Tchouaménim, idealnym kandydatem jest Chema Andrés – obecnie gra w Stuttgarcie. Młodzieżowy reprezentant Hiszpanii pokazał się z dobrej strony w Bundeslidze. Za kwotę nieco przekraczającą dziesięć milionów euro "mini Rodri" może wrócić do Madrytu.
To nie jedyni wychowankowie – kolejni są rozproszeni po całej Hiszpanii i Europie, jak Mario Gila (Lazio) czy Álvaro Rodríguez (Elche). Są też młodzi o ogromnym potencjale, choć nie są wychowankami w ścisłym znaczeniu tego słowa. Endrick na przykład wróci z wypożyczenia do Lyonu.
Nie można zapominać o innych, jak Take Kubo, na którego transferze Real Madryt wciąż ma prawo do 50% zysku... co oznacza, że odkupienie go byłoby znacznie tańsze niż dla innego klubu, który chciałby go sprowadzić z Realu Sociedad.