ADVERTISEMENTS

Bolesne deja vu Rakowa, Fiorentina znów dobiła rywali golem w ostatnich sekundach

Porażka na wyjeździe przytrafiła się Rakowowi w wyjątkowo pechowych okolicznościach. W sosnowieckim Zagłębiowskim Parku Sportowym Medaliki chciały zrewanżować się Fiorentinie, choć faworytem pozostawał bezsprzecznie dwukrotny finalista rozgrywek.

Sprawdź szczegóły meczu Raków - Fiorentina

Do przerwy tylko Viola z celnymi strzałami

Viola nie zamierzała się jedynie bronić. W pierwszych trzech minutach Ivi Lopez został zablokowany przy próbie z dystansu, moment później znacznie bardziej postraszył przed bramką Moise Kean (jego strzał blokował Svarnas). Początek należał raczej do gospodarzy. Nad poprzeczką strzelał Repka, z rożnego piłkę od Lopeza wybijał Christensen. To był dobry kwadrans, na którego przetrwanie goście wyraźnie byli nastawieni.

Fiorentina nie szarżowała, szanując przewagę z pierwszego spotkania. W środku pola Raków jeszcze uzyskiwał przewagę, mimo to dojście do bramki Christensena było wyjątkowo trudne. Co gorsza, jeszcze przed 20. minutą z kontuzją zszedł Fran Tudor, a kolejne akcje gospodarzy kończyły się bez uderzenia w światło bramki. 

Po półgodzinie Kean doszedł wreszcie do bardzo niebezpiecznej pozycji, jednak nie był w stanie jej wykorzystać – oddał strzał w kierunku dobrze ustawionego Zycha. Największe nerwy były jednak w doliczonych sekundach pierwszej połowy: kontra gości lewą flanką skończyła się dwoma strzałami – najpierw Fagiolego blokował wybiciem Zych, a następnie wyłapał próbę Dodo.

Viola znów odpowiedziała dwoma golami

Po pierwszej połowie bez celnego strzału, Raków w drugą wszedł tak dobrze, jak tylko się dało. Po akcji lewą stroną Lopez dograł do Karola Struskiego, ten obrócił się i uderzeniem po ziemi złapał krótszy róg bramki gości między Ndourem a Christensenem. Otwarcie wyniku uradowało trybuny, ale i pobudziło gości do odzyskania przewagi.

Mecz natychmiast się otworzył, a Viola pokazała potencjał ofensywny, który dał efekty po godzinie gry. Najpierw Zych fantastycznie wybronił uderzenie Parisiego zza zasłony, później słupek uratował go przy główce wprowadzonego na pół godziny Piccolego, ale w końcu przyszła próba Chera Ndoura, którego zatrzymać się nie udało. Uderzył zewnętrznym podbiciem, a rykoszet podbił piłkę poza zasięg ramion Zycha.

Każda strata Rakowa kończyła się błyskawicznym startem rywali do ataku. W ostatni kwadrans Raków wszedł z nożem na gardle - musiał atakować i narażać się na kontry. Momentem przełomowym mogła być 84. minuta, gdy Brunes padł po kontakcie z bramkarzem rywali, a sędzia natychmiast wskazał na 11. metr. Karny! Karny? Nie, VAR przywołał sędziego Martineza, bo kuzyn Haalanda odegrał "padolino".

Gospodarze domagali się rzutu karnego jeszcze raz, kiedy piłka trąciła rękę Harrisona. VAR znów "nie sprzyjał", ale i Raków nie miał sposobu na zagrożenie bramce Christensena. Jeszcze w 90+6. minucie Mandragora zdjął piłkę z nogi Brunesa po rzucie wolnym, a uderzenie z dystansu Adriano Amorima zostało zablokowane. Gdy nawet Zych ruszył w pole karne, ostatni stały fragment skończył się uderzeniem Ongracicia z połowy boiska i nawet remisu nie było - piłka leniwie wtoczyła się do siatki.

Otras noticias