ADVERTISEMENTS

Carver przed starciem z Widzewem: wygrywaliśmy już na tak "gorących" stadionach

Mecz Widzewa Lechią rozpocznie się w Łodzi w sobotę o godz. 14.45. Dla obu zespołów jest to niezwykle istotne spotkanie. Gdańszczanie wydawali się niedawno pewni ligowego bytu, jednak ostatnie fatalne wyniki sprawiły, że obecnie są poważnie, podobnie jak Łodzianie, zagrożeni degradacją. A do końca rozgrywek zostały zaledwie trzy kolejki.

"Najważniejsze w tak trudnym momencie jest to, że musimy być razem i sobie ufać. Ja muszę i chcę ufać piłkarzom, a oni muszą zaufać sztabowi. Musimy też wierzyć, że jesteśmy w stanie odwrócić złą sytuację. Trzeba wrócić do swoich podstaw, czyli robić dobrze podstawowe rzeczy. Należy unikać prostych błędów, bo nie możemy wciąż rozdawać na boisku prezentów" - powiedział w czwartek na konferencji prasowej w Gdańsku Carver.

W czterech ostatnich spotkaniach biało-zieloni wywalczyli zaledwie punkt, obsunęli się w tabeli na 15. miejsce i nad strefą spadkową, którą otwiera ich najbliższy rywal, mają zaledwie dwa "oczka" przewagi. W przypadku porażki zostaną wyprzedzeni przez Widzew i będą bezpośrednio zagrożeni degradacją.

"O tym meczu i jego ewentualnych konsekwencjach nie myślę w sposób negatywny, tylko liczę na pozytywny scenariusz. Moja szklanka zawsze jest do połowy pełna. Zwycięstwo bardzo mocno dźwignie nas w tabeli. To oczywiście moje zadanie, aby znaleźć rozwiązanie tej sytuacji" – dodał.

W gdańskim zespole nerwowo było zwłaszcza po przegranej w poprzedniej kolejce w Radomiu. Od 36. minuty biało-zieloni grali z przewagą jednego zawodnika, ale pozwoli gospodarzom strzelić dwa gole i ostatecznie ulegli Radomiakowi 1:3.

W trakcie spotkania doszło na ławce do scysji Carvera z jego rodakiem dyrektorem technicznym Kevinem Blackwellem. Po ostatnim gwizdku szkoleniowiec biało-zielonych z dużym opóźnieniem dotarł też na konferencję prasową.

"Między nami nie ma żadnego problemu. Jesteśmy dorosłymi ludźmi i w życiu zawodowym zdarzają się nieporozumienia, czasami się nie zgadzamy i kłócimy. Był moment, że mieliśmy spięcie, jednak porozmawialiśmy o tym i wszystko jest ok. Jesteśmy profesjonalistami i obu zależy nam na dobru Lechii" – podkreślił.

Po konfrontacji w Radomiu sporo pretensji kierowano do Aleksa Paulsena i postulowano zmianę bramkarza.

"Wiadomo, że nie powiem, kto nie zagra i kto za niego znajdzie się w składzie. Mamy trzech golkiperów, którzy są bardzo dobrzy i razem ze sztabem, a szczególnie trenerem bramkarzy, dużo rozmawiamy na ten temat. Zawsze też podejmuję decyzję na podstawie tego, co jest najlepsze dla zespołu" – zapewnił.

Angielski szkoleniowiec wierzy, że końcówka rozgrywek będzie udana dla jego drużyny.

"Z większością zawodników pracujemy dłuższy czas, mamy doświadczenia z przeszłości, kiedy też było nam trudno. Pamiętamy, że w zeszłym sezonie piłkarze potrafili wziąć na siebie odpowiedzialność i wyciągnąć nas z tarapatów. To daje mi wiarę, że jesteśmy w stanie dokonać tego jeszcze raz" – przyznał.

Trener Lechii zapewnia, że jego drużyna nie będzie nastawiona w Łodzi defensywnie, a strategia na to spotkania ma polegać na tym, aby goście odnieśli zwycięstwo.

"Na tym etapie trzy punkty są kolosalnie ważne. Ważne jest także to, abyśmy nie przegrali tego meczu. Zdajemy sobie sprawę, że w Łodzi będzie bardzo gorąca atmosfera, na trybunach zasiądzie 18 tysięcy fanów, którzy będą przeciwko nam, ale musimy sobie z tym poradzić. Wszyscy musimy wziąć odpowiedzialność za to spotkanie, a wiemy, że w przeszłości udawało nam się wygrywać na tak +gorących+ stadionach" – zauważył.

W sobotnim meczu pod ścianą będzie głównie Widzew, który nie może sobie pozwolić na stratę punktów.

"Łodzianie też muszą walczyć o swoje życie, zainwestowali ogromne pieniądze w swój zespół i z tego faktu większa presja spoczywa na rywalach. To spotkanie dużego kalibru, natomiast miesiąc temu zapowiadałem, że sytuacja w tabeli będzie się zmieniać z tygodnia na tydzień, z kolejki na kolejkę. I tak będzie do ostatniego meczu" - podsumował.

Andere Neuigkeiten