ADVERTISEMENTS

Janicki po awansie do finału Pucharu Polski: dużo brakowało nam do szkolnej trójki

"Graliśmy pierwszym składem, nikt nie odpuszczał i zostawiliśmy na boisko mnóstwo sił. Jeśli kluby i zawodnicy chcą rywalizować w europejskich pucharach, to muszą się przyzwyczaić do gry co trzy dni. Ja walczę o jak najlepszy wynik w lidze i pucharze, chcę zostać zapamiętany w Zabrzu" – zapewnił w pomeczowym telewizyjnym wywiadzie dla TVP Sport zawodnik Górnika Paweł Olkowski.

Prawy obrońca gości jest zdania, że Puchar Polski rządzi się swoimi prawami i te mecze często nie są ładne do oglądania.

"Wydaje mi się, że to spotkanie takie właśnie było. Sytuacji nie było zbyt dużo, wiedzieliśmy też, że nie możemy popełnić błędu, nie mogliśmy za dużo ryzykować. Bydgoszczanie nie przegrali przecież w tym sezonie u siebie. Widać było, że na własnym stadionie są mocni i nie lekceważyliśmy ich. Podeszliśmy z respektem, ale chcieliśmy pokazać swoją wyższość. Strzeliliśmy jednego gola i uważam, że kontrolowaliśmy to spotkanie. Wygraliśmy chyba zasłużenie i walczymy dalej" – dodał.

Zabrzanie strzelili zwycięskiego gola w 32. minucie, kiedy po uderzeniu Lukasa Sadilka piłka odbiła się od stojącego pięć metrów przed bramką Dimi Ikiego i zaskoczyła golkipera Zawiszy.

"Mecz raczej nie był porywający, i nie był też taki, że mocno zasłużyliśmy na wygraną. Jedna akcja sprawiła, że jesteśmy o jedną bramkę lepsi i gramy w finale. Zwycięzców się nie sądzi i z takiego założenia dzisiaj wychodzę. Gdybyśmy mieli to spotkanie rozkładać na czynniki pierwsze, to dużo brakowałoby nam do oceny szkolnej trójki" – ocenił Janicki.

Przez Bydgoszcz do Warszawy, Górnik pierwszym finalistą Pucharu Polski

Spotkanie rozegrane zostało przy silnym wietrze oraz na kiepskiej nawierzchni.

"Nie chcę zganiać na pogodę i murawę, natomiast była w nas chyba jakaś bojaźń, że jesteśmy w półfinale, a większość z nas grała pierwszy taki mecz w swoim życiu. Dlatego przed spotkaniem może był lekki strach. Na pewno brakowało nam pewności siebie i liczę, że w majówkę na PGE Narodowym ten stres puści" – przyznał środkowy obrońca Górnika.

Blisko 34-letni piłkarz zauważył, że jest to jego 17. sezon w ekstraklasie, ma na koncie 404 ligowe występy, a tak naprawdę pierwszy raz gra o poważną stawkę.

"Z Lechem Poznań walczyłem o mistrza i to się posypało, zająłem trzecie miejsce, z kolei z Lechią Gdańsk - czwarte. W Pucharze Polski nigdy nie byłem dalej niż chyba w ćwierćfinale, zatem dla mnie to małe spełnienia marzeń. Sporo spotkań nabiłem i każdy, kto ma na koncie tyle występów co ja, coś znaczącego wygrał, a ja do tej pory nic. Mam nadzieję, że za miesiąc to przełamię" – podsumował.

Finałowe spotkanie odbędzie się w sobotę 2 maja na PGE Narodowym w Warszawie. Przeciwnikiem Górnika będzie zwycięzca drugiego półfinału, w którym w czwartek o godz. 18.30 Raków zmierzy się w Częstochowie z GKS Katowice.

Andere Neuigkeiten