Tylko w jednej edycji Liverpool już dwukrotnie przegrał z Galatasaray, ale… oba mecze odbyły się w Stambule. Na swoim stadionie The Reds pozostawali faworytem do odrobienia straty jednej bramki i dalszej gry w Lidze Mistrzów.
Sprawdź szczegóły meczu Liverpool – Galatasaray
Jeszcze przed rozpoczęciem meczu doszło do kontuzji Szymona Marciniaka, którego musiał zastąpić Paweł Raczkowski. Liverpool miał zadanie do wykonania, ale zanim zadał cios mistrzom Turcji, doznali go sami – w walce o piłkę Victor Osimhen doznał stłuczenia ręki w 8. minucie i od tego momentu widać było, jak bardzo stracił na wartości dla zespołu. Obolały unikał zwarć, przez co siła ofensywna Galatasaray spadła.
Dopiero za półmetkiem pierwszej połowy doczekaliśmy się realnego zagrożenia pod bramką gości i od razu padł gol. Z rogu piłkę nisko wgrał Alexis Mac Allister, a z pierwszej do siatki wkręcił ją Dominik Szoboszlai. Kilka minut później impet LFC wydawał się rosnąć, gdy Salah nie zdołał przelobować Cakira w świetnej okazji.
Bramkarz Galaty musiał być stale czujny, gdy Wirtz posłał piłkę tuż nad poprzeczką. Z kolei moment później w samą poprzeczkę uderzał Mac Allister głową, a gości uratował gwizdek po faulu w ataku. Cakir pozostawał główną postacią tureckiej ekipy, gdy bronił rakietę Szoboszlaia z dystansu w 33. minucie, ale najwięcej zdziałał tuż przed przerwą. Najpierw obronił rzut karny Salaha, a moment później kolejny strzał Egipcjanina i dobitkę Wirtza.
Arne Slot nie mógł być niczego pewien po takiej połowie, dlatego jego zawodnicy ruszyli do ataku znacznie odważniej po przerwie, a efekty zaczęły przychodzić boleśnie szybko z perspektywy gości.
Co prawda udało się obronić kolejny strzał Salaha w 50. minucie, lecz sekundy później Ekitike pokonał Cakira i dał prowadzenie w dwumeczu. To nie był koniec, bowiem w 54. minucie Salah ponownie został zatrzymany, tyle że tym razem Gravenberch zdołał dobić na drugim końcu bramki.
Byłoby już po meczu, ale Paweł Raczkowski anulował czwartego gola, którego pechowo zdobył jeden z obrońców. To okazało się jedynie odroczeniem wyroku o kilka minut. Po godzinie na boisku w końcu przełamał się Salah, tym razem przymierzając fantastycznie zza pola karnego i pakując piłkę do bramki po bocznej siatce. Egipcjanin miał zresztą jeszcze poprzeczkę moment później i choć nie trafił w bramkę, to sprawa awansu była już jasna.
Nawet jeśli Galatasaray liczyło na powrót do rywalizacji, to okoliczności nie sprzyjały. Po eliminacji Osimhena, w końcówce goście stracili także Noa Langa, który rozbił sobie rękę o bandy reklamowe i musiał zostać zniesiony na noszach. Pogodzeni z losem Turcy starali się tylko dotrwać do końca bez kolejnej straconej bramki, w czym pomogła życzliwa interpretacja sędziego Raczkowskiego - dopatrzył się faulu na Cakirze, gdy ten pozwolił Mac Allisterowi dobić do pustej bramki. Zatem 4:0 i awans do ćwierćfinału przeciwko PSG.